Centrum Edukacyjne RainbowEdu – „Moi lektorzy powiedzieli, że oni błagają, żebyśmy wrócili do LangLiona”
Langlion
|
15-12-2025
|
Case study
W serii Success Story rozmawiamy z właścicielami szkół językowych o początkach ich biznesu, sukcesach, punktach zwrotnych i budowaniu własnej marki na rynku edukacji językowej w Polsce.
Dziś zapraszamy Was na inspirującą rozmowę z Panią Julią Budzowską, właścicielką Centrum Edukacyjnego RainbowEdu z Łodzi. W wywiadzie dzieli się swoim doświadczeniem, pokazuje kulisy prowadzenia szkoły i opowiada, jak LangLion pomaga w codziennym, prowadzeniu biznesu.
Wywiad przygotowaliśmy w dwóch wersjach: do przeczytania oraz do obejrzenia w formie video. 🙂 Zapraszamy!
Zacznijmy od początku: jak powstała szkoła RainbowEdu (wcześniej RainbowEnglish). Co zainspirowało Panią do jej założenia i kiedy to wszystko się zaczęło?
Julia Budzowska: Moja szkoła powstała dawno, bo w 2006 roku i właściwie nie była to moja decyzja. Była to decyzja wynikająca z potrzeb klientów, zresztą jak wiele rzeczy, które robimy w naszej szkole. Ja byłam lektorką pracującą w przedszkolach i prowadziliśmy bardzo intensywne kursy – pięć razy w tygodniu.
Kiedy dzieci przechodziły do szkoły podstawowej, zaczynały tam uczyć się od nowa. Natomiast my przez cztery lata pracy osiągaliśmy naprawdę dużo. Rodzice przychodzili wtedy do mnie z pytaniem, czy jestem w stanie ich wesprzeć. Pomyślałam więc: „dobrze, może otworzę szkołę językową” i tak to się zaczęło. To był bardzo naturalny proces.
Jesteśmy z Łodzi, obecnie uczymy przede wszystkim dzieci. Najwięcej kursantów mamy stacjonarnie, ale uczymy również online. Pracujemy w oddziałach, które mamy na własność, ale też wynajmujemy pomieszczenia w szkołach, tak tradycyjnie zabierając dzieci ze świetlicy. Mamy sporo kursów dla młodzieży, no i kursy dla dorosłych, ale tutaj w formule 1 na 1.
Obejrzyj całą rozmowę na naszym kanale YouTube!👇
Wspomniała Pani, że zaczęła Pani od nauczania najmłodszych. Jak wyglądało pierwsze podejście do nauczania? Kim byli pierwsi kursanci i czy coś od tego czasu się zmieniło?
Julia Budzowska: Na początku byłam tylko ja. Bardzo długo pracowałam sama, więc metodyka opierała się na moich doświadczeniach i pracy metodą prób i błędów, oczywiście bazując także na wykształceniu.
Nie jestem filologiem – ukończyłam stosunki międzynarodowe i politologię, mam certyfikat C2 oraz studia podyplomowe z nauczania języka angielskiego. Te studia były świetną bazą metodyczną. Pierwszymi kursantami byli moi uczniowie z przedszkoli – część z nich pracuje dziś w Rainbow.
Jak od momentu startu zmieniało się podejście do edukacji i zarządzania szkołą? Czy było coś, co Panią zaskoczyło? Jak wyglądało to wtedy, a jak wygląda dzisiaj?
Julia Budzowska: Tak jak powiedziałam, bardzo długo pracowałam sama. Potem powoli rozrastał się zespół. Do pandemii było pięć lektorek, mieliśmy około 150 kursantów i panowała pewna stabilizacja. Po drodze testowałam różne rozwiązania metodyczne, m.in. CLIL, ukończyłam też Akademię Menadżera u Luizy Wójtowicz-Wagi.
Dopiero po pandemii zdecydowałam się wystartować na większą skalę. Teraz rzeczywiście mamy dużą szkołę, więcej języków, przedmioty szkolne i dużą bazę współpracowników.
Chciałabym nawiązać do rozwoju kadry lektorskiej. Czy to są ci sami lektorzy, co na początku? Jak utrzymuje Pani zaangażowanie i lojalność wśród lektorów i jakie ma Pani sposoby na ich motywację?
Julia Budzowska: To nie jest ta sama kadra. Teraz mam zespół złożony głównie z pokolenia Gen Z – młodych ludzi. Dwie piąte zespołu to moi absolwenci, więc w ich przypadku łatwiej o lojalność, bo doskonale znają Rainbow – po prostu stąd wyszli. Pozostałe osoby to ich znajomi. Mam też lektorów, którzy dołączyli trzy–cztery lata temu i są z nami do dziś. Coraz częściej jest tak, że zostają na kilka lat, co bardzo mnie cieszy.
Jeśli chodzi o to, co działa – moi lektorzy dostają bardzo duże wsparcie. Jestem głównym metodykiem, mamy dużą bazę materiałów i aplikacji, z których mogą korzystać. Jestem w pracy cały czas – niestety, to cena za prowadzenie szkoły, która ma działać jak należy i w której kadra nie rotuje. Oczywiście ważna jest też stawka – musi być przyzwoita. Ale lektorzy podkreślają, że znaczące jest to, żeby nie czuli się „samotni”. Bardzo duży nacisk kładę więc na ich zaangażowanie we wspólną pracę.
Ostatnio uruchomiliśmy spotkania networkingowe. Wieczorem, kto może i ma siłę, łączy się na Teamsie i omawiamy ustalone tematy. Ostatnio na przykład omawialiśmy trudne przypadki – anonimowo – i wspólnie wypracowywaliśmy rozwiązania. Tak jak firma powstała jako odpowiedź na potrzeby kursantów, tak cały czas staramy się podążać za nimi.
Jeśli chodzi o to, co jeszcze wspiera moich lektorów w tym, żeby byli zaangażowani i lojalni oraz nie zmieniali pracy, to oprócz zaplecza metodycznego i zasobów, które mamy tutaj do dyspozycji, które są naprawdę unikalne, dbam też o ich dobrostan w taki sposób, że jeżeli przyjdą i powiedzą, że z kimś nie chcą pracować, to nie muszą tego robić.
Czyli nie tylko mogą powiedzieć, jakie grupy wiekowe lub formy pracy ich interesują, ale też jeżeli czują, że gdzieś nie ma dobrej energii i że jakiś kursant ich wysysa, bo są też takie sytuacje, to po prostu szukamy innego rozwiązania. Również jeśli kursanci – w przypadku spotkań 1 na 1 – nie poczują, że jest okej, będą mogli poprosić, żeby spróbować jeszcze z kimś innym. I nikt się nie obraża, przynajmniej mam taką nadzieję. Wszyscy wiedzą, że mają po prostu prawo wyboru.
Czy są konkretne wartości, którymi kieruje się Pani przy wyborze lektorów?
Julia Budzowska: Tak jak mam różnych kursantów, tak staram się mieć różnych lektorów. To nie zawsze musi być osoba idealnie dopasowana do mnie. Czasem musi to być ktoś, kto pasuje do określonych uczniów – takich, których ja sama mogłabym nie poprowadzić, bo mają zupełnie inne potrzeby.
Ja świetnie pracuję z uczniami w typie „łobuziaków” albo z dużą energią, ale są też dzieci, które potrzebują nauczyciela spokojniejszego i bardziej cierpliwego. Zatrudniając lektora, zawsze zastanawiam się, kogo brakuje teraz w zespole i jakich cech szukam. Poza tym oczywiście muszą być punktualni i odpowiedzialni.
Chciałabym przejść do obszaru zarządzania. Wspominała Pani, że na większą skalę ruszyła Pani dopiero po pandemii. Czy wtedy pojawiła się myśl, że potrzebuje Pani systemu do zarządzania szkołą? Co było największym wyzwaniem i wymagało usprawnienia?
Julia Budzowska: Oczywiście potrzeba była wcześniej. To był maj 2014 roku, kiedy pojechałam na Kongres PASE. Wtedy usłyszałam, że w ogóle istnieje coś takiego jak platforma do zarządzania i że jest LangLion. Siedzę na prelekcji i nagle pada piękne zdanie, że jednym magicznym przyciskiem można poinformować wszystkich dłużników o zaległościach. To było to coś. To był taki, jak to się mówi, gamechanger. Ja mówię: „Dobrze, gdzie mam podpisać?”.
Bo w tym biznesie chyba najtrudniejsza rzecz to jest ściąganie należności. Tak naprawdę ludzie mają sklerozę, zapominają, niektórzy nie chcą zapłacić na czas, oddalają ten moment i to wprowadza takie zaburzenie do mojego procesu, a ja nie chcę się na takich rzeczach koncentrować. Dlatego tak, to było to coś i rzeczywiście jedna z najcudowniejszych funkcji LangLiona.
Wiem, że droga do LangLiona nie była taka prosta. W pewnym momencie zdecydowała się Pani na rezygnację, żeby przetestować inne rozwiązanie. Co wtedy było najważniejsze w wyborze oprogramowania i skąd taka decyzja?
Julia Budzowska: Uczę angielskiego i jest takie przysłowie „blessing in disguise”, czyli coś, co wydaje nam się czymś złym, a tak naprawdę okazuje się czymś dobrym. LangLion cechuje się tym, że jest elastyczny.
Co mam na myśli? Jest elastyczny przy tym, co się do niego wprowadza. I był taki moment w moim życiu, kiedy to mi bardzo przeszkadzało, bo nie miałam wtedy jeszcze kogoś, kto by mnie odciążał w administracji. To, że mogę sobie wpisać jakąś kwotę i za tym nie idzie dokument z automatu, doprowadzało mnie do szału, bo ja nie ogarniałam wszystkiego, zapominałam, co mam, a czego nie mam.
I miałam potrzebę mieć platformę, która będzie mnie kontrolować, żeby nie było sytuacji, że coś wpisuję, tutaj nie zatwierdzę, tu czegoś nie zrobię. Ja nie jestem dobra w takie rzeczy, nie ukrywam tego. Segregowanie papierów dla księgowej to jest dla mnie trauma – to zajmuje mi kilka godzin i potem w zasadzie celebruję, że kolejny miesiąc mam już z głowy i nic gorszego mnie nie spotka. Próbowałam więc innej platformy, bardzo ustrukturyzowanej.
I okazało się, że to, co wydawało mi się wadą, jest zaletą. Tylko wymaga zmiany mojego podejścia i znalezienia innego rozwiązania, czyli na przykład osoby, która zajmie się administracją i będzie tego pilnować, bo będzie dużo bardziej skrupulatna.
Natomiast moi lektorzy powiedzieli, że oni błagają, żebyśmy wrócili do LangLiona, bo LangLion jest dla nich bardziej czytelny. Przekładanie kafelków w kalendarzu, planowanie naprzód, możliwość wpisania tematu zajęć, który będzie później, możliwość przedłużenia zajęć na kolejny tydzień – ta elastyczność była dla nich kluczowa. No to posłuchałam.
Czyli tak wyglądał proces powrotu. Nie był łatwy. Frustracja sięgnęła zenitu w październiku i w listopadzie przenosiłam wszystkich– wtedy już miałam 400 kursantów – z powrotem do LangLiona, czyli w dość gorącym okresie. Ale stwierdziłam, że nawet jeśli będzie to trwało trzy noce, to ja to zrobię.
Jak to wygląda dzisiaj – które funkcje lub moduły uważa Pani za kluczowe, szczególnie ułatwiające codzienną pracę?
Julia Budzowska: PayU. Ja w ogóle zastanawiam się, jak moi koledzy z innych szkół mogą uważać, że PayU to jest koszt. Dla mnie PayU to jest inwestycja. Po pierwsze, ludzie, którzy są naszymi klientami, są przyzwyczajeni do płatności online. Loguję się, klikam, przeprowadza mnie przez moją aplikację bankową i już.
Ja po prostu koszt PayU doliczyłam do ceny kursu i w ogóle nie postrzegam tego jako coś, co mi zabiera pieniądze, bo to mi daje czas i porządek. Znowu wracamy tutaj do tego, że szukam rozwiązania na swoje bałaganiarstwo i tego, żebym nie miała tylu wpłat do wprowadzania. Jeśli teraz, mając 550 kursantów, miałabym co miesiąc wprowadzać wpłaty, to by zajęło mi bardzo dużo czasu. Tak, więc PayU jest super.
Mamy podpięte linki do Teamsa, dlatego że jesteśmy szkołą, która chyba jako jedyna w okolicy oferuje możliwość uczestniczenia w zajęciach hybrydowych, więc ten link musi być gdzieś tam na stałe i on jest po zalogowaniu dostępny dla każdego.
Lektorzy na przykład sprawdzają dostępność w sal z LangLionem i potem kontaktują się między sobą, czy naprawdę nie mają wtedy zajęć, więc to jest dla nich też bardzo ważne.
No i raporty dla księgowości.
Jeszcze sobie zaznaczyłam w moich notatkach elastyczne umowy. Dałam serduszko. Tu znowu wracamy do tego, co przetestowałam, a za co jednak kocham LangLion. Co klient, to czasami inna umowa. Jeden będzie miał podręczniki w cenie, drugi nie będzie miał. Ten będzie miał zajęcia tutaj, ten będzie miał tutaj, ten będzie miał taki czas tutaj. Więc jest dużo zmiennych. To, co mi się podoba, to, że umowa jest jak Word, więc mogę tam wszystko wpisać i tak naprawdę dostosować się do każdej sytuacji.
Automatycznie generuj umowy online dostosowane do potrzeb kursantów i podpisuj jednym kliknięciem!Dowiedz się więcej >
Cenię też rozliczenia lektorskie. Mam zespół administracyjny i jedna osoba, Ola, jest odpowiedzialna za wysyłanie PDF-ów, które tak naprawdę generuje się kilkoma kliknięciami do każdego lektora, a lektor potwierdza tego PDF-a, sprawdzając, czy rzeczywiście wszystkie zajęcia miał w tym samym czasie.
Gdybyśmy miały to robić ręcznie, trwałoby dużo dłużej. Gdybyśmy miały czekać, aż lektor coś takiego przedstawi, to wynagrodzenia na pewno nie wyszłyby wcześniej niż piątego.
Poza samym dostarczaniem systemu, jako LangLion staramy się mocno edukować naszych klientów, na przykład organizując webinary, konferencje czy przygotowując e-booki. Czy jest coś, z czego Pani dodatkowo korzysta?
Korzystam ze wszystkich, a nawet byłam na konferencji ostatnio, na którą namówiła mnie koleżanka. I muszę powiedzieć, że to było odkrycie pięciolecia. Nie powiem, że dziesięciolecia, bo w 2014 to było w ogóle odkrycie LangLion, ale pięciolecia. Było super. Tak naprawdę zorganizowane na bardzo wysokim poziomie.
To, co cenię w LangLionie, to jest profesjonalizm, który było widać na tej konferencji. Nie tworzycie sekty, a to mi bardzo pasuje. Tu jest krótko na temat, rzeczowo, frontem do klienta. Widać tworzenie takiej współpracy. Była też sesja networkingowa i czułam się zaopiekowana, wysłuchana, a wszystkie treści były dopasowane do moich potrzeb.
Bardzo mi to jest miło słyszeć, szczególnie że byliśmy też w kontakcie po samej konferencji i udało się Pani wdrożyć zmiany, o których podczas konferencji mówiliśmy. No i właśnie, co to były za zmiany? Bo wiemy, że przyniosły oczekiwany i natychmiastowy efekt.
Julia Budzowska: Przyniosły efekt natychmiastowy, oczekiwany, oczywiście nie jakiś spektakularny, bo spektakularne rzeczy w tym biznesie już się nie dzieją, za duża jest konkurencja. Natomiast Ania Ćwiklińska, podczas swojej prelekcji uświadomiła mi coś, co niby wiedziałam – mianowicie, jak teraz rodzice podejmują decyzje i czego potrzebują.
Więc zastosowałam się do jej rady, jak na przykład można poszerzyć ofertę. Zaproponowałam rodzicom coś, co wydawało mi się wartościowe. W efekcie podpisałam pięć kolejnych umów, nie mając nowego kursanta spoza szkoły, bo na przykład rodzic się dopisał. To było ewidentnie wynikiem tego, że postarałam się spojrzeć na potrzeby kursantów trochę inaczej, pod wpływem Ani i tego, co powiedziała.
Zmierzając do ostatniej części naszego wywiadu, już bardziej takiej inspiracyjnej niż związanej z zarządzaniem szkołą – co uważa Pani za swój największy sukces?
Julia Budzowska: Pierwszy to oczywiście – myślę, że wielu z nas to powie – że przetrwaliśmy COVID. Mnie uratowało to, że kiedyś miałam już zajęcia na Skype, ale to rzeczywiście były ciężkie dwa tygodnie.
A jak dołożę do tego, że był taki moment na początku roku szkolnego, kiedy zostałam w kadrze tylko ja, bo moje lektorki ówczesne stwierdziły, że sytuacja jest dla nich na tyle niepewna, że poszły do innej pracy, to udźwignęłam to. Miałam wtedy 52 godziny tygodniowo jako lektor i już wiem, że od tamtej pory nic nie jest mi straszne.
A w tej chwili w końcu też mam wsparcie w lektorach, mam fantastyczny zespół administracyjny i naprawdę bardzo oddanych lektorów i tutorów. To są młode osoby, większość jest na studiach, ale oni tak przykładają się do swojej pracy, że ja po prostu to widzę, kiedy idę do nich na zajęcia obserwować. I wtedy nawet jeżeli rozmawiamy, że są jakieś rzeczy do poprawy, to oni naprawdę od razu to wdrażają.
Co jest najtrudniejsze w prowadzeniu szkoły językowej? Czy jest już Pani poza okresem największych wyzwań, czy te nowe wyzwania cały czas się pojawiają?
Julia Budzowska: W prowadzeniu szkoły językowej najgorsze jest to, że to jest trochę jak opieka nad niemowlakiem. To jest 24 godziny, naprawdę, i to dziecko w ogóle nie dorasta, bo to są ciągle nowe kłopoty. W tej chwili na przykład ja jestem zdania, że mamy kryzys ogólnie w edukacji. I on bierze się z wielu przyczyn. To, o czym na pewno możemy porozmawiać, to jest to, że dzieci są przebodźcowane i zniechęcone do samej idei uczenia się.
Więc model, który sobie wypracowaliśmy, że będziemy uczyć w grupach i te grupy będą liczyć, dajmy na to, dziesięć, dwanaście osób, to już jest pieśń przeszłości, bo w tej chwili dzieci, które mogą pracować w takiej grupie, jest naprawdę niewiele.
Coraz więcej jest zapotrzebowania na zajęcia w małych grupach albo wręcz indywidualnych. Jest potrzeba wspierania dzieci w edukacji szkolnej, dlatego że my na przykład uruchomiliśmy kursy z matematyki i z języka polskiego. Ale to bierze się z tego, że oni naprawdę mają duży problem, żeby się skupić w szkole. I potem drugą szkołę realizują po południu. I to jest dramat.
A jakie rady dałaby Pani osobom, które teraz startują?
Julia Budzowska: Żeby obserwować rynek, słuchać ludzi, mieć świadomość tego, że zakładanie własnej firmy to nie jest tak, że inni będą na Ciebie pracować, a Ty będziesz siedzieć. Tu się cały czas wszystko zmienia. Najpierw myślę o usłudze, a później dopiero myślę o pieniądzach, bo jeżeli klienci nie będą zadowoleni, to nie tylko odejdą, ale jeszcze zniechęcą innych.A w tej branży nic tak dobrze nie działa, jak poczta pantoflowa.
No i rozsądnie zarządzaj swoim czasem i pieniędzmi. Nie wszystko, co wydaje Ci się kosztem, nim jest. Czasem jest to inwestycja. Dlatego uważam, że takie rzeczy, jak na przykład LangLion, będą Twoją inwestycją. Odzyskasz czas, który możesz poświęcić na rozwój firmy.
Dziękuję za rozmowę!
Skopiowano
Nie wiesz, jak dobrze uporządkować pracę sekretariatu, płatności i komunikację? Tracisz czas na ręczne zapisy, maile i poprawianie błędów zamiast rozwijać szkołę?
Umów się na bezpłatną konsultację i zobacz, jak raz na dobre uporządkować pracę szkoły językowej. Chętnie pomożemy w doborze rozwiązań, które ułatwią Twoją pracę!
W serii Success Story rozmawiamy z właścicielami szkół językowych o początkach ich biznesu, sukcesach, punktach zwrotnych i budowaniu własnej marki na rynku edukacji językowej w Polsce. Dziś zapraszamy Was na inspirującą rozmowę z Panią Joanną Gabryś-Trybałą, właścicielką Szkoły Języków Obcych Prestige Lingua. W wywiadzie dzieli się swoim doświadczeniem, pokazuje kulisy prowadzenia szkoły językowej i opowiada, […]
W serii Success Story rozmawiamy z właścicielami szkół językowych o początkach ich biznesu, sukcesach, punktach zwrotnych i budowaniu własnej marki na rynku edukacji językowej w Polsce. Dziś zapraszamy Was na inspirującą rozmowę z Panią Joanną Walczak, właścicielką Szkoły Języków Obcych Nauczalnia oraz Agnieszką Kozierską – lektorką języka angielskiego. W wywiadzie dzielą się swoim doświadczeniem, pokazują kulisy […]
W serii Success Story rozmawiamy z właścicielami szkół językowych o początkach ich działalności, sukcesach, momentach przełomowych i budowaniu własnej marki na rynku edukacji językowej w Polsce. Dziś zapraszamy Was na rozmowę z Panią Magdaleną Rowecką – właścicielką Szkoły Językowej Sokrates, która od 2002 roku nieprzerwanie rozwija swoją ofertę, wspiera kolejne pokolenia uczniów w nauce języków […]
W serii Success Story rozmawiamy z właścicielami szkół językowych o początkach ich biznesu, sukcesach, punktach zwrotnych i budowaniu własnej marki na rynku edukacji językowej w Polsce. Dziś zapraszamy Was na inspirującą rozmowę z Panią Anią Deszczyńską – właścicielką Centrum Języka Angielskiego LIBRIS – szkoły, która na rynku działa już od 2011 roku! Wywiad przygotowaliśmy w dwóch wersjach: skróconej […]
Kilkaset szkół korzystających na co dzień z Platformy LangLion to kilkaset wyjątkowych historii. Właśnie dlatego postanowiliśmy podzielić się z Wami niektórymi z nich. W cyklu Success Story pytamy właścicieli szkół językowych o to, jak zaczynali, co jest ich największym sukcesem, ale też z jakimi wyzwaniami musieli się zmierzyć. Mamy nadzieję, że ta seria będzie dla […]
W serii Success Story rozmawiamy z właścicielami szkół językowych o początkach ich biznesu, sukcesach, punktach zwrotnych i budowaniu własnej marki […]